niedziela, 3 czerwca 2012

Przez pola...

W związku z tym, że na blogu tak naprawdę od dłuższego czasu nie pojawiło się nic "życiowego" chciałbym wam napisać kilka słów o mym sposobie spędzania wolnego czasu. Mam na myśli najzwyklejsze bieganie. 

Cóż, doszedłem do wniosku, że coś ze sobą należy w końcu robić, bo jak nie zacznę teraz to później będzie tylko gorzej. Przez pierwsze dni było w miarę ok. Zero jakiegokolwiek bólu, spokojny bieg przez 4 kilometry. Niestety dopiero po tygodniu zaczęło się schody. Zakwasy na nogach oraz to ciągłe zmęczenie.

Dziś mija 34 dzień odkąd zacząłem biegać. Dziennie pokonuję po 9 km (zwiększyłem dystans po 2 tygodniach).  łatwo nie jest, to trzeba przyznać. Aczkolwiek powoli się przyzwyczajam. I oto chyba właśnie w tym chodzi. Dodatkowo już tak nie sapię jak na początku!

Dziś wziąłem ze sobą aparat by porobić trochę zdjęć z mej trasy. Wieczorne widoczki okolic Jeleniej Góry - coś pięknego, zdjęcia nie tego nie ukarzą, trzeba samemu wszystko zobaczyć na własne oczy (albo mieć lepszy aparat :D ).









10 komentarzy:

Cleo. pisze...

Piękne zdjęcia. Polska to taki piękny kraj...ahhh

Krushyna pisze...

wow i super, sport to zdrowie :)

dzięki za super prezent!!!! :)))) starsznie mi miło, chciałabym wysłać Ci chińską kartkę tylko proszę na priv o adres:)

Petitek79 pisze...

Gratuluję zawzięcia i trzymam kciuki za powodzenie projektu. Później to już pewnie będzie bułka z masłem i zaczniesz myśleć o swoim pierwszym maratonie. Może we wrześniu w Poznaniu?

Maxus pisze...

Uff, już myślałem, ze zaginęła. Dzięki wielkie! :)

Maxus pisze...

Dziękuję bardzo! Z tą łatwizną... cóż, mam taką nadzieję. :D O maratonie szczerze mówiąc jeszcze nie myślałem, kto wie jak to wszystko się potoczy. Obym się nagle nie rozleniwił. :P

Krushyna pisze...

nie zaginęła, tylko ja zaginęłam = tzn, brakuje mi czasu ostatnimi czasy;)

Pasażerka pisze...

prawdę powiedziawszy to zazdroszczę systematyczności i zawzięcia. ja już od nie wiadomo jak długo planuję się w końcu zabrać za siebie i zacząć ćwiczyć (bo biegać niestety nie mogę), ale ciągle brakuje mi wytrwałości. parę dni i znowu klapa. 34 dni... jak kiedyś osiągnę taki wynik to będzie niewyobrażalny sukces :)

czarry-marry pisze...

gratuluje samozaparcia :) ja staram sie chodzic na silownie, a wychodzi, ze bywam tam raz w tygodniu..

Maxus pisze...

Nie spodziewałem się takiego odzewu. :D Dzięki wielkie! Pasażerko - tak jak Petitek napisał, coraz to bardziej się przyzwyczajam. Najgorszy jest start, a potem jak leci. :P

Pasażerka pisze...

ja to wiem, ja to doskonale wiem, ale ja przez ten start się właśnie nijak przebić nie potrafię. jestem taka niesystematyczna. albo leniwa -_-
więc tym bardziej podziwiam :)